SERCE DLA BOBRKA

Były wspomnienia o dawnym Bobrku, spotkania z niewidzianymi od lat przyjaciółmi i łzy wzruszenia. Czternaścioro dawnych członków chóru tamtejszego kościoła przyjechało z różnych rejonów Niemiec do Bytomia, by zaśpiewać podczas uroczystości Bożego Ciała i jubileuszu 100-lecia parafii Świętej Rodziny. Od lat mieszkających za granicą dawnych bytomian łączy wielki sentyment do dzielnicy i chęć wspólnego śpiewania.

 

Z turystycznego autokaru, który zaparkował na przylegającej do kościoła wąskiej uliczce wysiada tłum gości, bowiem oprócz śpiewaków do Bobrka przyjechali również członkowie ich rodzin. Mimo zmęczenia kilkunastogodzinną podróżą wszystkim dopisują humory. Na tylnej półce autobusu w oczy rzuca się wykonana ręcznie dwujęzyczna tablica "Bobrecki Chór Kościelny". Prosimy o krótką rozmowę mieszkającą od lat w Kolonii Brygidę Ordon.

Pani Brygida wspomina swoje pierwsze lata w chórze, z którym zetknęła się jako 14-letnia dziewczyna uczęszczająca na próby z mamą. - Mieszkałyśmy wtedy w domu przy ulicy Cmentarnej, która została przemianowana na Ustronie. Ponieważ mama bała się sama wracać wieczorami z prób, zabierała mnie do parafii ze sobą. Z początku próby mało mnie interesowały, bowiem chór kojarzył mi się ze starszymi ludźmi śpiewającymi poważne utwory. Siedziałam więc w kącie i czytałam książki. Nawet nie wiem, kiedy sama zaraziłam się zamiłowaniem do śpiewu i sama zaczęłam występować w kościele. Dzisiaj chór, podobnie jak i pozostali koledzy darzę wielkim sentymentem. Trudno by było inaczej, ponieważ właśnie w parafii poznałam swojego przyszłego męża, tutaj też braliśmy ślub. Dzięki chórowi udaje nam się utrzymywać kontakty z przyjaciółmi mieszkającymi nie tylko w Niemczech, ale również i w Polsce - wspomina Brygida Ordon.

Emerytowany nauczyciel Helmut Ordon trafił do zespołu jako 23-letni kawaler. Z parafią był związany od wczesnego dzieciństwa, ponieważ mieszkał prawie naprzeciwko kościoła. Pan Helmut razem z żoną i przyjaciółmi Bernhardem Ruhbaumem i dyrygentem Ginterem Schroubolem od lat regularnie odwiedza niewielką miejscowość Luanen w Westfalii. - Już dawno umówiliśmy się, że raz w roku wszyscy spotykamy się w wynajętym hotelu i nikogo nie przeraża fakt, że musi pokonać czasami kilkaset kilometrów z odległego zakątka Niemiec. W Luanen mamy zawsze sporo czasu na wspomnienia i oczywiście na wspólne śpiewanie. W swoim repertuarze posiadamy wiele utworów, nie tylko o tematyce kościelnej - mówi Helmut Ordon.

Pomysł odwiedzenia Bobrka z okazji jubileuszu 100-lecia parafii Świętej Rodziny narodził się cztery lata temu podczas jednego ze spotkań. Jednym z inicjatorów przyjazdu był, niestety nieobecny w Bytomiu, dawny proboszcz, a obecnie mieszkający za zachodnią granicą prałat Paweł Krawczyk. Na pomysł chętnie przystał obecny proboszcz Bobrka ksiądz Andrzej Śmieszek. Chórzyści wraz z rodzinami zamieszkali w jednym z ośrodków wypoczynkowych w miejscowości Zielona, skąd dojeżdżali do Bytomia.

Najsmutniejszy etap wizyty nastąpił tuż po przyjeździe, kiedy grupa zwiedzała Bobrek. Na członkach chóru pamiętana sprzed wielu lat dzielnica zrobiła przygnębiające wrażenie. Wiele osób miało łzy w oczach patrząc na zniszczone domy.

31 maja Bobrecki Chór Kościelny odbył próbę w kościele pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny w Rynku. Razem z gośćmi śpiewali tam członkowie chórów bytomskiej mniejszości niemieckiej DFK oraz parafii Świętej Barbary. Galowy koncert, który uświetniły pieśni maryjne, podsumował tegoroczne nabożeństwa majowe. - Koncert wypadł tak dobrze dzięki zaangażowaniu naszych znajomych Małgorzaty i Gintera Szprotów z chóru parafii Świętej Barbary. Przy okazji przyjazdu do Polski odwiedziliśmy również Racibórz, Opole i odbyliśmy pielgrzymkę na Górę Świętej Anny. Mam nadzieję, że nie jest to ostatnia nasza wizyta w Bytomiu - mówi dyrygent Ginter Schroubol. We wtorek 4 czerwca członkowie Bobreckiego Chóru Kościelnego zakończyli wizytę w rodzinnym mieście.

JACEK SONCZOWSKI